Gorące tematy zamknąć

Eurowizja 2020. Światło dla Europy. Światełko bez tunelu. Relacja

Kilkadziesiąt fragmentów piosenek, podobna liczba wyrazów wsparcia, występy gościnne, przemowy… Spędzenie dwóch godzin przed telewizorem na oglądaniu koncertu "Eurowizja 2020: Światło dla Europy", pomyślanego jako alternatywa dla odwołanego
  • W sobotę 16 maja miał się obyć finał 65. Konkursu Piosenki Eurowizji w Rotterdamie, impreza została jednak odwołana w marcu, z powodu pandemii koronawirusa
  • Europejska Unia Nadawców przygotowała wydarzenie alternatywne, czyli koncert "Eurowizja 2020: Światło dla Europy", transmitowane na oficjalnym kanale Eurowizji, a w Polsce w TVP 1
  • Polskę w konkursie miała reprezentować 18-letnia Alicja Szemplińska, wyłoniona w styczniu tego roku przez jury i widzów programu "Szansa na Sukces. Eurowizja 2020"
  • Idea wydarzenia jest jak najbardziej zrozumiała, zrealizowano je zresztą bardzo sprawnie. Wypadł on jednak monotonnie

Pandemia koronawirusa wymusza na artystach, twórcach i organizatorach kultury działania, jakie jeszcze kilka miesięcy temu nie śniły się zapewne żadnemu filozofowi – niemal wszyscy zmuszeni zostali do przeniesienia swoich aktywności, znacząco przecież ograniczonych, do internetu. I tak jak żaden koncert online nie zastąpi wykonawcy i odbiorcy spotkania na żywo, tak i wydarzenie pod tytułem "Eurowizja 2020: Światło dla Europy" nie zrekompensuje nikomu braku normalnego konkursu. Nie takie było jego zadanie.

Tegoroczny 65. Konkurs Piosenki Eurowizji miał się odbyć w tym tygodniu w Rotterdamie w Holandii, czyli w kraju, z którego pochodzi ubiegłoroczny zwycięzca Duncan Laurence. Na sobotę, 16 maja, zaplanowano finał, ale impreza została odwołana już w marcu.

Taka sytuacja nie miała wcześniej precedensu, ale przecież żyjemy w okresie, w którym coraz mniej już coś takiego kogokolwiek dziwi – skoro przekładane są Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej czy Igrzyska Olimpijskie… Tyle że Eurowizji nikt nie przełożył – została odwołana, a to oznacza, że żaden z jej tegorocznych szczęśliwych uczestników nie ma szansy zapisać się w jej annałach – chyba że w przyszłym roku, z nowymi piosenkami, ale to już będzie decyzja poszczególnych krajów, w ramach zupełnie nowego rozdania.

"Eurowizja 2020: Światło dla Europy" reklamowano jako koncert, w Polsce transmitowany przez TVP 1, ale w praktyce nie miał z nim zbyt wiele wspólnego – usłyszeliśmy po prostu, w wersjach studyjnych, półminutowe fragmenty 41 piosenek, które miały rywalizować o zwycięstwo. Po każdej z nich odtwarzano szlachetne przesłania niedoszłych uczestników konkursu. Większość dość przewidywalnych, typowych, ale przecież w tych trudnych czasach bardzo cennych. Kilka jednak wyróżniło się. Na przykład od Rosjan z duetu Little Big, którzy przyznali, że wierzą, iż cała ta pandemia będzie wielkim krokiem do przodu w historii świata, bo koncepcja narodowości ustąpi koncepcji ludzkości. Albo od Portugalki Elisy Medo, która przypomniała o psychologicznym aspekcie przezywania pandemii: - Chcę powiedzieć, że to absolutnie w porządku, kiedy nie czujemy się z tym dobrze.

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ Z ONET KULTURA!

Trudno jest ocenić poziom zaprezentowanych piosenek, skoro usłyszeliśmy je w tak skrótowej formie - oczywiście można było wcześniej obejrzeć teledyski w intrenecie. W tym roku rywalizacja przebiegłaby pewnie podobnie jak w poprzednich – byłaby dość zacięta wśród faworytów, a reszta robiłaby za przystawki. Oczywiście pojawiłoby się kilka niespodzianek i rozczarowań, ktoś wywołałby jakiś drobny skandal, a kto inny złożył protest. Ot, Eurowizja.

Wśród tegorocznych faworytów znajdowali się m.in. wspomniany rosyjski duet Little Big z piosenką "Uno", Litwini z The Roop z utworem "On Fire" i Islandczycy Daði og Gagnamagnið, którzy przygotowali "Think About Things". I trzeba powiedzieć, że każdy z tych kawałków miał sporą szansę na zwycięstwo, bo zrobiony był z pomysłem, miał dobrą melodię i ciekawy aranż, a teledysk świadczył o sporym dystansie do siebie i samej eurowizyjnej konwencji. Nieco odstawał od tego inny faworyt, czyli Gjon’s Tears ze Szwajcarii z natchnioną, bardzo sprawnie skomponowaną i zaśpiewaną pieśnią "Répondez-mo". Byłoby dużo wzruszeń.

Polskę miała reprezentować 18-letnia Alicja Szemplińska, wyłoniona w styczniu przez jury i widzów programu "Szansa na Sukces. Eurowizja 2020". Szanse miałaby raczej niewielkie, gdyż śpiewana przez nią popowa ballada "Empires" prezentowała się w warstwie muzycznej niestety trochę zbyt przewidywalnie, niczym nie różniąc się od dziesiątek podobnych utworów, które w poprzednich latach nie zawojowały Eurowizji. Ale skoro miało nie być rywalizacji, wypada powiedzieć, że wszystkie utwory były w tym roku zwycięskie - bez względu na uczucie zawodu czy nawet porażki, jakiego zapewne doznała większość wykonawców z chwilą odwołania Eurowizji.

- COVID-19 może wydawać się bardzo groźny i niesprawiedliwy, bo zatrzymał świat, ale jak śpiewam, upadamy i powstajemy, podobnie jak było z imperiami – powiedziała w swoim krótkim przekazie Alicja Szemplińska. - Najważniejszą rzeczą nie jest upadać, a powstać po upadku. Uwierzcie mi, możemy to zrobić.

Krótki segment otrzymała także zeszłoroczna polska zwyciężczyni Eurowizji Junior, czyli Viki Gabor. Piosenkarka zdradziła m.in. logo i hasło tegorocznego konkursu, który ponownie odbędzie się w naszym kraju – "Move the World" (Ruszyć Światłem). Opowiedziała też o tym, jak sobie radzi w obecnych chwilach – m.in. pisze piosenki z siostrą, oczywiście pomiędzy odrabianiem lekcji, spędza też dużo czasu z rodziną.

POLECAMY TAKŻE NA ONET KULTURA!

W trakcie dwugodzinnego programu nie zabrakło gości specjalnych, w większości zwycięzców Eurowizji z poprzednich lat, którzy nagrali wcześniej teledyski do nowych wersji swoich eurowizyjnych szlagierów. Jako pierwszy wystąpił Irlandczyk Johnny Logan, jedyny trzykrotny zwycięzca Eurowizji w historii (dwukrotnie jako wykonawca, a raz autor), który wspólnie z gospodarzami wieczoru wykonał swoją pierwszą zwycięską piosenkę z roku 1980 - "What’s Another Year". Måns Zelmerlöw, zwycięzca ze Szwecji z roku 2015, zaśpiewał bardzo czarowną akustyczną wersję swojego hitu "Heroes", a Marija Šerifović z Serbii wykonała nową wersję słynnej "Molitvy" (2007) wprost z pustych ulic Belgradu.

Nie zabrakło barwnej Netty z Izraela, laureatki z roku 2018, tym razem w nowej piosence "Cuckoo", znowu z bardzo ważnym, poruszającym problem depresji tekstem. Gości i wykonań specjalnych zapewniono widzom dużo więcej, co w połączeniu z atakującymi nasze oczy i uszy minutowymi "piosenko-wstawkami" mogło przyprawić o ból głowy. Punktem kulminacyjnym był wspólny występ wszystkich reprezentantów, oczywiście także wcześniej zarejestrowany, w coverze "Love Shine A Light" zespołu Katrina & The Waves, który wygrał w roku 1997. Wybór okazał się dobry, a wykonanie sprawne.

"Idea Światła dla Europy" jest jak najbardziej zrozumiała. Trudno jednak w ciągu 120 minut skupić uwagę na fragmentach 41 piosenek i takiej samej liczbie pokrzepiających przekazów ze strony niedoszłych uczestników Eurowizji, nie licząc wielu innych atrakcji, występów specjalnych, wywiadów, podziękowań i zachęt. Bardzo duża dynamika wieczoru i zmieniające się jak w kalejdoskopie obrazki sprawiły, że paradoksalnie wypadł on monotonnie. Za to na chwilę z pięknym i bardzo pokrzepiającym przekazem pojawił się Björn Ulvaeus z zespołu ABBA. I choćby tylko dla niego warto było te dwie godziny jednak poświęcić.

Podobne tematy: wiadomosci, zdjęcia i wideo
Najpopularniejsze wiadomosci, zdjęcia i wideo w tym tygodniu